Obowiązki nie pozwalają mi niestety pisać regularnie, choć i tak mam do nich coraz gorszy stosunek. Moja motywacja została gdzieś w Kijowie i chyba czeka na mnie na tej strzelnicy, ewentualnie w genialnej pizzerii, ale przecież ja nie o tym chciałam (tak, tak, nędzne próby wytłumaczenia się).
Od soboty siedzi mi w głowie temat tolerancji. Nie komentowałam odrzucenia ustawy o zwiazkach partnerskich, bo polityka jest dla mnie tak brudna i zmanipulowana, jak i jej przedstawienie w środkach masowego przekazu, że szkoda mi czasu i nerwów na przejmowanie się nią. W końcu przy optymistycznych wiatrach za parę lat juz mnie tu nie będzie i nawet nie będę musiała się przyznawać, że byłam kiedyś obywatelką tego kraju. Nieważne (tak, właśnie dlatego post ma taki a nie inny tytuł - po prostu zbyt dużo chcę powiedzieć, a nie mam nawet komu. W zasadzie nie do końca wiem też jak).